Jesień nieodparcie kojarzy mi się z ciepłym blaskiem świec. Niemal każdy mój wieczór wygląda teraz podobnie. Zapalam mnóstwo małych migoczących światełek, robię herbatkę z cytryną, miodem i cynamonem, wygodnie rozpościeram się na sofie i czytam lub się uczę. Blask świec mnie uspokaja i roztkliwia na tyle, że potrafię odpłynąć we wspomnieniach lub rozmyślaniach okołożyciowobytowych ;)
Dobrze mi tak.
To także dobry czas na robienie lampionów. Im więcej ich, tym lepiej ;) I tak, z puszek po piernikach, które przywiozłam z wycieczki do Torunia, powstały trzy lampiony z okienkami {okienka już były wycięte fabrycznie :)}. Tradycyjnie przemalowałam je na biało by mogły wkomponować się w całość... Totalny recykling ;)
nawet słoik po ogórkach został wykorzystany jako lampion.
Wystarczyło, że owinęłam go koronką...
Kiedy zobaczyłam ten domek u Elizy, nie mogłam się oprzeć i zakupiłam taki sam.
Jest dokładnie taki jakiego szukałam, czyli iście skandynawski ;)
Kolejna rzecz, która cieszy :)
Na szczęście katar minął i czuję się już dobrze. Cieszy mnie to niezmiernie, bo pogoda piękna i mogę korzystać z uroków jesieni w pełni. Spacery w sandałach w październiku?? Czemu nie, przecież słońce przypieka niczym latem, więc czego chcieć więcej?
No może tylko tego, by pogoda taka trwała jak najdłużej...
Pozdrawiam słonecznie!