piątek, 1 sierpnia 2014

Pierwsza część urlopu już za mną...

... wczoraj wróciłam z wyprawy nad polski i szwedzki Bałtyk :)
padnięta, spalona słońcem, ale pełna wrażeń i szczęśliwa z powodu tego co przeżyłam i co zdołałam zobaczyć przez jeden dzień pobytu w Karlskronie :)
Nasza wyprawa zaczęła się w Gdańsku...


... który przywitał nas upałem, jarmarkiem dominikańskim i tabunem turystów którzy niemal zlewali się z kolorowymi kamieniczkami :)
Jedynie Neptun niczym niewzruszony spoglądał z wysoka na Długi Targ...


niewzruszony stał na posterunku także stary żuraw portowy,
ale już wielkie koło z wagonikami było czymś absolutnie nowym na nabrzeży Motławy, rok temu go tam nie było...


mieliśmy cały dzień na zwiedzanie Gdańska, ograniczyliśmy się jedynie do starówki, ale nie mogło zabraknąć przystanku na kawę, chłodzenia się w grubych murach kościołów czy szperanie w starociach, których stoisk w tym roku na jarmarku było naprawdę dużo :)


po południu wsiedliśmy w podmiejską eskaemkę i pojechaliśmy do Gdyni, skąd odpływał nasz prom do Szwecji.
Stary port skąd wyruszyliśmy w rejs, jak i sam wielki prom zrobiły na mnie ogromne wrażenie, niestety zdjęcia robione były późnym wieczorem bo dopiero o 21-wszej mogliśmy być na pokładzie i nawet zachodzącego słońca nie udało mi się uchwycić ;/ ale za to już multum migoczących światełek stoczni gdyńskiej, która mam wrażenie, nigdy nie zasypia już tak :)


wypływamy na szerokie wody!
bezkres morza robi niesamowite wrażenie...
a widok stałego lądu o poranku wywołał uśmiech i spokój


Karlskrona {korona Karola, na cześć króla, który w 1680 roku założył to miasto}
przywitała nas licznymi wysepkami oraz pochmurną pogodą, która później przeistoczyła się w lejący żar z nieba. Zaopatrzeni w mapę i przewodnik który dostaliśmy na promie wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta.
Zaczęliśmy od targu rybnego {Fisktorget}
dziś już nieczynnego ale dawniej odgrywającego ważną rolę w miasteczku portowym...


... i małej dziewiczej wysepki Stakholmen cały czas podziwiając widoki kolorowych domków i licznych zacumowanych łodzi wokół wybrzeża


robiło się już naprawdę upalnie, miasto sprawiało wrażenie wymarłego a my niewzruszeni niczym maszerowaliśmy dzielnie dalej by dotrzeć do przepięknej starej dzielnicy Bjorkholmen gdzie czas się zatrzymał i gdzie mogłam na własne oczy ujrzeć małe kolorowe szwedzkie domki tak dobrze nam znane ze zdjęć :) widok niesamowity, każdy domek inny, każdy pięknie utrzymany z dbałością o najmniejszy szczegół :)
dominowały kolory niebieski, żółty i oczywiście czerwony {tzw czerwień z Falun, specjalna farba która miała imitować cegłę, na którą kiedyś nie było Szwedów stać, a która swoją barwę uzyskiwała przez dodanie do niej stopu miedzi} ale nie zabrakło białego i całej gamy pastelowych odcieni :)


to co mnie bardzo urzekło to otwartość Szwedów, którzy nie zamykają szczelnie swych domostw i nie zasłaniają okien pozwalając zaglądać do wnętrza, dodatkowym zaskoczeniem było dla mnie to, że prawie w każdym oknie stoją bibeloty i lampy, które kiedyś miały za zadanie naprowadzanie mężów, ojców i braci żeglujących po morzu na właściwy kurs, wygląda to bardzo urokliwie :)



żal było opuszczać Bjorkholmen, ale przed nami czekało jeszcze całe mnóstwo pięknych zaułków, do których dotarliśmy po małej przerwie na odpoczynek i spałaszowanie szwedzkiego specjału, cynamonowych bułeczek kenelbullar. Śmiałam się, że niczym bezdomni na ławce w parku jemy szwedzkie śniadanie ;) ale i to miało swój urok :)
Potem ruszyliśmy w dalszą wędrówkę na Wielki Rynek Stortorget {największy rynek w Szwecji liczący 2 hektary gdzie króluje pomnik króla założyciela Karola XI i do Marinmuseum



a później bezpłatnym promem na wyspę Aspö znów podziwiać typowe szwedzkie domki wpisane w naturalny krajobraz wyspy :)
byłam oczarowana domkami ale także dbałością o środowisko i czystość!
Szwedzi mają niesamowicie wpojone dbanie o środowisko, naocznie się o tym przekonałam gdy mała dziewczynka podniosła zawleczke od puszki z chodnika i wrzuciła do kosza na śmieci! szok :)


na wyspie Aspö znajduje się także XVII wieczna twierdza ale absolutnie nie mieliśmy sił już jej zwiedzać, 
posiedzieliśmy na łonie natury wsłuchując się w szum drzew i fal po czym wróciliśmy co centrum Karlskrony na małe zakupy...
by wieczorem udać się na terminal promowy i zakotwiczyć na wygodnym promie Stena Line :)
czas wracać do domu...


rano zacumowaliśmy w porcie w Gdyni i znów eskaemką przemieściliśmy się do Gdańska, gdzie spacer ulicą Piwną {moim zdaniem najładniejszą w starej części Gdańska} okraszony niespieszną kawką zakończył nasz pobyt na Wybrzeżu :)
Wycieczka krótka ale bardzo intensywna i ciekawa :)
Polecam wszystkim którzy mają wolne trzy dni i nie wiedzą co z nimi począć ;)
A jutro ruszamy na dalszą część wyprawy, tym razem na południe Polski, już czekam na spotkanie z Lanckoroną i Krakowem!

Pozdrawiam!

niedziela, 27 lipca 2014

Już za parę dni, za dni parę...

... wezmę plecak swój i gitarę... ;)
nie, no gitary nie wezmę, ale na pewno spakuję do plecaka aparat, bo zdjęć zamierzam robić niczym japoński turysta ;) tak, właśnie rozpoczęłam URLOP!
jutro pakuję plecak na małą wycieczkę do Szwecji, małą bo jednodniową, ale i tak cieszę się na podróż promem i zwiedzanie Karlskrony :) 
po drodze odwiedzę także Gdańsk...

jak wrócę, zdam relację :)







niedziela, 20 lipca 2014

środa, 16 lipca 2014

Zakupy...

... już dawno, nie udało mi się upolować niczego fajnego do domku, aż do poniedziałku, kiedy to wybrałam się na zakupy celem "oderwania od przytłaczającej rzeczywistości" ;)
pobuszowałam tu i tam i wróciłam z dwoma drobiazgami, które to niebywale poprawiły mi humor :)
jak to niewiele trzeba...
szklanka z wizerunkiem krowy, ostatnia, wyszperana w TKmaxx, tak jakby na mnie czekała ;)
a stempel ciasteczkowy z Empiku.
Te dwa małe przedmioty spowodowały zmiany kącika w kuchni, tym razem po drugiej stronie kuchenki zawisły nowiuśkie półeczki z IKEA, nieco większe, tak, że mogę ładnie wszystkie skarby na nich wyeksponować :)



z pobliskich chaszczy narwałam takiego oto zielska :) 
ale niestety nie wiem co to jest, może ktoś podpowie?


mała przekąska, 
wafel z dżemem z czarnego bzu {pychota!} i mleko w nowej szklance ;)


w tle przerobiona stara deska od krojenia,
potraktowałam ją zwykłą czarną farbą w sprayu {nie musi być farba tablicowa!}
i teraz służy do kuchennych zapisków :)

a na pierwszym planie nowa książka Agnieszki Maciąg "Smak miłości"
prezent od Ewuni {dziękuję Ewuniu!!}
pięknie wydana i napisana
można naprawdę poczuć w niej smak miłości, jestem nią zachwycona :)


zmiany w kuchni wniosły świeży powiew, powiew lata :)
uwielbiam ten czas!
korzystajmy ile się da :) ja już z utęsknieniem czekam na urlop!

Pozdrawiam i dziękuję nowym obserwatorom za przybycie!
jest już Was ponad 1000!! dziękuję :) :*


środa, 9 lipca 2014

Cisza, spokój...

...miasto opustoszało, wakacyjny czas w pełni, widać to po pustych tramwajach, mniejszym ruchu na chodnikach, brakiem porannych korków, czas urlopów w pełni! widać to nawet w naszym blogowym świecie :) mniej wpisów, mniej komentarzy :) taki czas. Ja na swój urlop muszę jeszcze poczekać ale wyglądam już go niczym rozbitek lądu :) ktoś kto wymyślił urlopy, miał bardzo fajny pomysł ;)



a tymczasem u mnie koktajle wszelkiej maści, tu porzeczkowo borówkowy :)
jakoś nie mam ich dość i miksuję na potęgę wszystko co lubię ;)
w miejscu po bratkach na balkonie zamieszkała lawenda, a na półce w sypialni nowa grafika :)
takie małe dekoracyjne zmiany, na większe teraz nie mam sił ;/

Dobrego dnia!!

acha! stół na razie zostaje biały :)
bardzo dziękuję za podpowiedzi!




LinkWithin

Podobne posty z Miniatury