Miniony tydzień nie należał do najłatwiejszych ;/ rozpoczęte staże na intensywnej terapii dziecięcej dały mi w kość, nie tyle fizycznie co psychicznie. Co dzień wracałam coraz bardziej "chora" od widoku małych kruszynek podłączonych do masy rurek i kabelków ;/ bardzo mnie ten widok osłabiał, a przecież jestem "zaprzyjaźniona" z intensywną terapią. Po tym tygodniu stwierdzam kategorycznie, że DZIECI NIE POWINNY CHOROWAĆ!!! Mają być zdrowe, w swoich łóżeczkach pachnących, cieszące się widokiem swoich mam, które je w każdej chwili mogą przytulić, a nie skazane na osobę w białym kitlu badającą je zimnym stetoskopem ;(
Cieszę się, że to już za mną i choć przez chwilę mogę cieszyć się weekendem :)
a weekend, choć krótki, przyniósł mi wiele radości...
wczoraj spotkanie ze znajomymi, a dziś wyprawę na targ staroci, dodam, że bardzo owocną :)
Tak jakoś się złożyło, że mogę ją nazwać "pod różą" ;)
a tarcze zegarowe wpadły mi w łapki w ostatniej chwili, gdy zmarznięta wychodziłam już z targu, jak nic tworzą fajną całość z tarczą, którą już miałam...
Pozdrawiam serdecznie
i życzę Wam i sobie
wspaniałego tygodnia!