Dziś właśnie zachciało mi się takiego podwieczorku :)
kiedy za oknem zimno i w sumie nie wiadomo jaka pora roku, warto zaszyć się w domowych pieleszach i raczyć się smakiem i aromatem :)
Pieczone jabłka, bo o nich mowa, jak nic kojarzą mi się z przedświątecznym czasem.
Do moich dodałam migdały, odrobinę brązowego cukru i płatki migdałów i sruuuuu, na pół godzinki do pieca :) pewnie gdybym miała bardziej miękkie jabłka trzymałabym krócej, ale trafiły mi się wyjątkowo twarde {i tak pod koniec nie mogąc się doczekać włączyłam termoobieg} ;)
byle szybciej!!!
Rozgrzewam organizm od środka, pałaszując ciepłe jabłuszka :)
w zanadrzu mam jeszcze pieczone banany, ale to już innym razem ;)
cynamon roztacza swą aromatyczną woń...
ma niesamowitą moc!
i na koniec kapka czerwonego
jednak bez niego okres około świąteczny nie może się obejść ;)
bon appétit!
{zmykam pałaszować jabłuszka}










